Dług publiczny rośnie najszybciej w historii Polski

Ministerstwo Finansów podało wczoraj dane o zadłużeniu Skarbu Państwa na koniec ubiegłego roku. W 2016 urosło ono o 94 mld zł. W takim tempie Polska nie zadłużała się nawet w czasach kryzysu, ‎‎w latach 2010-2011.

Dług rośnie szybciej niż założono w planach rządu a to oznacza, że szybciej zbliżamy się do progu ostrożnościowego. Jeśli zadłużenie przekroczy 55% w stosunku do PKB, trzeba będzie wprowadzić spore restrykcje, które dotkną Polaków.


Jeśli przekroczymy próg ostrożnościowy nie będziemy mogli uchwalić budżetu zawierającego deficyt, co na dzień dzisiejszy oznacza konieczność ograniczenia wydatków o ok. 60 mld zł. Dla porównania na program 500+ w roku ubiegłym rząd wydał 19 mld. Oczywiście można oczekiwać, że PiS nie przystąpi do cięcia wydatków ale wtedy Ministerstwo Finansów musiałoby znaleźć nowe dochody, a nowe dochody Państwa to nowe koszty dla jego obywateli. Innego wyjścia nie ma bo rząd nie ma własnych pieniędzy.

Nowe przychody na obietnice wyborcze PiS-u miały pochodzić z uszczelnienia systemu podatkowego ale to idzie niezwykle opornie. Mimo licznych zmian prawnych i szumnych zapowiedzi ministra Morawieckiego, w roku ubiegłym wpływy z VAT-u urosły na poziomie wzrostu gospodarczego, efektu uszczelnienia brak. Jakby policzyć skrzętnie, efektywność administracji podatkowej odpowiedzialnej za ściągalność podatku od towarów i usług spadła. W kampanii wyborczej słyszeliśmy, że 50 mld zł VAT-u leży na ulicy i wystarczy się po nie schylić, dziś okazuje się to dla PiS-u zbyt trudne.

Czy zatem wrócimy do tematu wzrostu podatków?
Jeśli uszczelnienie się nie powiedzie, a rząd nie będzie chciał cofać swoich obietnic wyborczych, podwyżka podatków będzie nieunikniona. Takie ryzyko podjęła Premier Beata Szydło godząc się na wprowadzenie wieloletnich programów społecznych bez wskazania stabilnego źródła finansowania. Ciekawe czy w swojej poprzedniej roli Wicepremier Morawiecki udzielał długoterminowych kredytów inwestycyjnych bez stabilnego źródła spłaty. Kłaniają się podstawy ekonomii.

Ministerstwo Finansów tłumaczy, że wzrost długu publicznego wynika z osłabienia złotego. Słaby złoty to również wyższy zysk z NBP więc takie tłumaczenie ze strony ministerstwa jest niepoważne. Każdy rząd musi zabezpieczyć środki także na ryzyko walutowe jeśli zadłuża kraj w walutach obcych. Jan Kowalski może nie wiedzieć co to ryzyko walutowe, minister finansów nie.

Klub Nowoczesna złożył w Sejmie projekt ustawy o zrównoważonym budżecie, który zakładał małą reformę finansów publicznych, wyjście z deficytu i zatrzymanie wzrostu długu ale nikt nie chciał o tej reformie rozmawiać. PiS utopił ustawę w podkomisji bez zbędnego szumu i w ukryciu przed kamerami. Kto by się w PiS-ie przejmował bilionem długu?
Trwa ładowanie komentarzy...