O autorze
Członkini prezydium klubu poselskiego Nowoczesna. Wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Ekonomistka i politolożka z kilkunastoletnim doświadczeniem w zarządzaniu biznesem. Szczęśliwa mama dwóch córek, mężatka.

Zerowy deficyt to kłamstwo

Naprawa finansów publicznych to jeden z kluczowych niby sukcesów rządu Beaty Szydło. Niby bo rzeczywistość nie wygląda tak jak od miesięcy maluje to PiS. Uszczelnione podatki i zerowy deficyt wciąż pozostają w sferze marzeń rządzących. Utwierdziła mnie w tym przekonaniu dzisiejsza komisja finansów publicznych z udziałem premiera Morawieckiego.

Szef finansów próbował dziś przekonywać członków komisji, że rząd odnosi ogromne sukcesy na polu uzdrawiania stanu finansów publicznych. Z drugiej strony potwierdził, że deficyt na koniec roku wyniesie aż 50 mld zł, czyli 50 mld zł więcej wydamy niż zarobimy. Jakim cudem, skoro na koniec lipca wygenerowano nadwyżkę w wysokości ponad 2 mld zł? Co sprawi, że ta tendencja załamie się w ostatnich miesiącach roku?

Prawda jest taka, że rząd PiS jest jak ten kreatywny księgowy, przesuwa wydatki i podkręca wpływy. Ten manewr nie może jednak trwać wiecznie, na koniec roku trzeba zamknąć księgi i wszystko podliczyć.

Skupmy się na wyniku.
Premier Morawiecki mówi, że deficyt na koniec roku powinien wynieść 50 mld zł. Jeśli więc na koniec lipca budżet wygenerował nadwyżkę w wysokości ponad 2 mld zł, to w miesiącach sierpień-grudzień minus budżetu państwa będzie rósł szybciej niż zakłada to ustawa budżetowa. Według przyjętego na ten rok harmonogramu w ostatnich 5 miesiącach roku powinniśmy załapać deficyt maksymalnie w wysokości 34 mld zł, a według tego co głosi Pan Premier minus za te miesiące wyniesie ponad 52 mld zł. Nie trzeba więc być wielkim matematykiem by zauważyć, że w miesiącach tych dług będzie rósł szybciej niż założono w ustawie budżetowej, dużo szybciej bo aż o ponad 50%.

Czy zatem możemy mówić, że mamy zdrowe finanse publiczne?
Każdy, nawet początkujący analityk wie, że stan finansów należy oceniać w dłuższym okresie a nie kwartalnie. Wiemy też, że by mówić o trwałej tendencji takie załamanie pod koniec roku nie powinno mieć miejsca.


Z czego będzie wynikać ta zmiana?
Według ministerstwa finansów w końcówce roku więcej zaczną wydawać jednostki terenowe, które corocznie najwięcej wydają pod koniec roku. Z enigmatycznej odpowiedzi podsekretarza stanu wynikało, że to tam właśnie wygenerowano dotychczasowe oszczędności. Czyli to, że państwo dotychczas wydało mniej nie wynika z żadnej optymalizacji kosztów a po prostu z przesunięcia zadań na ostatnie miesiące roku.

Warto przy okazji też powiedzieć dlaczego jednostki w terenie wydają pieniądze dopiero w końcówce roku. To oczywiste, wydają wtedy kiedy dostają pieniądze na rachunek, a że zazwyczaj dostają je w drugiej połowie roku dopiero wtedy mogą realizować część planów inwestycyjnych. O tym kiedy pieniądze są podstawione do dyspozycji decyduje oczywiście ministerstwo finansów i jeśli minister chce wykazać oszczędności w ciągu roku to po prostu środków nie przekaże wcześniej. Ot cała tajemnica sukcesu finansowego PiS.

Najgorzej jak pieniądze wpływają za późno i nie ma już czasu na ich wydanie. Większość pieniędzy publicznych wydatkowana jest w drodze przetargów, jeśli dysponent dostanie je za późno, nie zdąży zorganizować przetargu i wydać pieniędzy, inwestycja przepada, a rząd wykazuje oszczędności. Jeśli więc minister finansów chce wykazać oszczędność także na koniec roku nie musi robić wielkiej reformy administracji publicznej optymalizującej koszty, może po prostu ograniczyć inwestycje własne. To oczywiście szkoda dla obywateli ale z zysk PR-owy dla rządu. Takie praktyki miały już miejsce w roku ubiegłym. Doprowadziło to do spadku inwestycji własnych jednostek budżetowych o ponad ¼. W praktyce oznacza to brak nowych dróg, wyposażenia szpitali, szkół czy niesprawną meliorację ale kto by się w PiSie tym martwił.

Co z wpływami podatkowymi?
Podatki faktycznie wpływają wyższe niż zaplanowano ale nie w takim zakresie jak głosi to PiS. Co więcej nie wynika to w całości z efektu uszczelnienia systemu podatkowego. Te wyższe wpływy są efektem różnych czynników, to min.:
- lepsze wyniki firm, które w dobie dobrej koniunktury na świecie generują wyższe zyski,
- wzrost gospodarczy i inflacja,
- zmiany prawne w systemie podatkowym, które przesunęły rozliczenia podatkowe,
- oraz przesunięcie zwrotów VAT między 2016 a 2017 rokiem.

W tym ostatnim przypadku mowa o minimum 6 mld zł, które skarbówka powinna wydać w styczniu i luty tego roku a nieroztropnie wydała zamykając budżet roku ubiegłego. Ten ostatni manewr wykonano by już od stycznia chwalić się efektem uszczelnienia systemu podatkowego. Ten styczniowy efekt nie wróci.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...